Co by było, gdyby nasze życie zależało od tego, jak mamy na imię? Co, jeśli „to coś” nierozłącznie związane z naszym imieniem decydowało, czy jesteśmy godni czy je nosić?  A gdyby na nasz charakter składało się: Ipsum (odruchy psychiki), Lokum (impulsy ciała) i Nomen (czyli właśnie nasze imię)…?

„Pryncypuim” autorstwa Melissy Darwood to wciągająca powieść z gatunku urban fantasy, która intryguje od pierwszych stron. Główny bohater – Zoltan – jest pozbawionym uczuć przedsiębiorcą, właścicielem dużej firmy, dla którego inni ludzie to wyłącznie nic nieznaczące pionki. Kiedy na jego drodze staje Aniela, uczucia za wszelką cenę chcę dojść do głosu, zadając Zoltanowi ogromny ból. Między bohaterami iskrzy od pierwszego spotkania, jednak sekrety Zoltana i jego obowiązki względem tytułowego Pryncypium stoją im na przeszkodzie.

To powieść, która zagląda bardzo daleko wgłąb człowieka, rozkłada go na czynniki pierwsze i obnaża jego słabe punkty. Wydawca zostawił na początku notatkę, że na ostatnich stronach znajduje się słowniczek, który ułatwia zrozumienie powieści od pierwszych stron. Korzystanie z niego nie jest jednak potrzebne. Narracja prowadzona jest tak gładko, że nawet nieznajomość niektórych pojęć nie stanowi żadnego problemu – wręcz przeciwnie. Podsyca tylko ciekawość czytelnika i sprawia, że nie może on oderwać się od lektury.

Długo chowałam się przed twórczością Melissy Darwood zupełnie niepotrzebnie. Lektura „Pryncypium” po raz kolejny boleśnie uświadomiła mi, jaką krzywdę wyrządzamy samym sobie uciekając przed literaturą polską. Z pewnością sięgnę po kolejne tytuły autorki. Was również do tego zachęcam.