Kiedy w Wigilię Świąt Bożego Narodzenia Ela dowiaduje się, że jej rodzice się rozwodzą, wydaje jej się, że jej świat runął. Zabiera na spacer psa Ramzesa i zapłakana krążyła wokół Pergoli w okolicy wrocławskiej Hali Stulecia, próbując zrozumieć, dlaczego jej rodzina się rozsypuje. Wtedy poznaje Kamila, studenta architektury, który w wigilijny wieczór ucieka od swojej toksycznej matki, by znaleźć chwilę wytchnienia i radości u swojego najbliższego przyjaciela.

Ela i Kamil zakochują się w sobie. Ale, jak to zwykle w powieściach i prawdziwym życiu bywa, ich wspólne życie nie jest usłane różami i o swój związek muszą walczyć. Na przeszkodzie stają im ambicje matki chłopaka, która w końcu osiąga swój cel i umożliwia synowi podjęcie pracy w paryskim biurze projektowym. Ela natomiast musi w pojedynkę mierzyć się z niekończącymi się problemami. A wigilijne wieczory, które z początku ich wspólnej drogi były pełną magii i miłości tradycją, stają się czasem wypełnionym bólem i żalem.

„Tylko raz w roku” to przyjemna świąteczna historia, którą można przeczytać w jeden wieczór. Czytelnik znajdzie w niej emocjonalny rollercoaster,: od gorącej miłości, po głęboką rozpacz, poprzez zazdrość, żal, tęsknotę, rodzicielską miłość i niszczycielskie ambicje. Można przy niej uronić kilka łez. To dobra książka, czas płynie przy niej spokojnie i miło.

Książka ta jest typową opowiastką, która pomaga oderwać się od problemów dnia codziennego. Po jej lekturze nie czułam niedosytu, nie było mi żal, że historia dobiegła końca. Niestety dla mnie była to tylko jednorazowa przygoda, a nie książka, do której będę chciała wracać. Niemniej, uważam, że jest warta uwagi.