To tylko jeden soczek dla dziecka. 200 ml napoju, którego opakowanie będzie rozkładać się wiele lat. To tylko jedna bułka, ale zapakowana w foliówkę, która tuż za kasą trafi do śmieci. Idą święta, dziecko musi dostać prezenty. Tonę prezentów. Każdy w firmowym pudełku, uwinięty kolorowym papierem i taśmą. Z pomponami, wstążkami i innymi ozdobami, które przepełnią wszystkie śmietniki na osiedlu. A skoro już jesteśmy przy temacie świąt, to przecież nie może zabraknąć na stole jedzenia. Kilkanaście kilogramów produktów na dwuosobową rodzinę? Przecież taka jest tradycja! Dwanaście potraw, pełne brzuchy, ryby, ciasta… A większość produktów z marketu, pakowana w plastikowe tacki i siatki.

A hałdy śmieci rosną.

Tematem „jak żyć eko” interesuję się już jakiś czas. Chociaż to może za dużo powiedziane. Po prostu wiem, że temat śmieci istnieje i szukam sposobów by w wygodny dla siebie sposób zmniejszyć ilość produkowanych śmieci. Myślałam, że książka „”Śmieci. Najbardziej uciążliwy problem na świecie” Gerdy Raidt nie zrobi na mnie żadnego wrażenia. Myliłam się.

To książka, która powinna stać na półce KAŻDEGO dziecka, KAŻDEGO rodzica, KAŻDEGO dziadka i KAŻDEJ osoby, która bezmyślnie przyczynia się do globalnej katastrofy. Łatwo jest myśleć, że rezygnując w sklepie z foliówek uratujemy albatrosa na drugim końcu świata. Tymczasem zawijamy prezenty dla dzieci w niekończące się połacie kolorowego papieru, zasypujemy się stertą książek, których prawdopodobnie nigdy już nie weźmiemy do ręki, kupujemy niepotrzebne przedmioty, które tylko chwytają kurz i pięknie wyglądają na zdjęciach. Często wydajemy małe fortuny z powodu kaprysu, mody, chwilowego zauroczenia. A później płaczemy, że do wypłaty zostaje nam na koncie 10 zł a śmieci musimy wyrzucać do śmietnika przed blokiem praktycznie codziennie.

Wiecie, gdzie giną oszczędności? Zajrzyjcie pod zlew, do kubła na śmieci. Każdy papierek, folia, przeterminowany jogurt i nadgnite jabłko to właśnie te pieniądze, których Ci brakuje. I będzie Ci ich brakowało co miesiąc. A później zabraknie Ci powietrza, bo ilość śmieci na Ziemi sprawi, że nasza planeta tego nie wytrzyma.

Co zatem zrobić? Wróćmy do wspomnianej książki. Przede wszystkim czytajmy ją dzieciom. Niemowlakom i tym starszym, niech mają świadomość, niech uczą się od najmłodszych lat że każdy, ale to KAŻDY śmieć jest krokiem ku zagładzie. W tym samym czasie musimy dawać im przykład: odmawiamy dzieciom wody z sokiem w plastikowym opakowaniu zasłaniając się byciem eko, ale na spotkanie z przyjaciółmi kupujemy kilka dwulitrowych butelek coca-coli? Nie tędy droga.

Jeszcze kilka postów temu pisałam, że każdy mały eko-krok to jednak krok w stronę lepszego życia. Teraz się z tego wycofuję. Dobrze, że robimy te małe kroki, ale to już nie wystarczy. Tempo życia i kreowany w mediach (w tym w social mediach) idealny świat sprawia, że nie chce nam się zabrać na zakupy swojego worka, że musimy mieć regały pełne nieczytanych książek, że musimy kupować do zdjęć przeróżne przedmioty. Chcemy nadążyć za innymi, mieć, chwalić się, pokazywać…

Dlatego ja mówię stop. Książka „Śmieci. Najbardziej uciążliwy problem na świecie” Gerdy Raidt otwarła mi szerzej oczy.

wiek:          6+
format:    170 x 225 mm
objętość:   94 strony
oprawa:     twarda
wydawnictwo Babaryba